Stało się !!! Teraz i ja jestem szczęśliwą posiadaczką, słynnej na cały blogowy świat szczotki Tangle Teezer :) Zdecydowałam się na podstawową wersję TT Original Blueberry Pop.
Miałam się ograniczać z zakupami, miałam wykańczać moje zapasy aby dopiero wtedy kupić cokolwiek nowego ale ja oczywiście zrobiłam wszystko na odwrót....zaopatrzyłam moje zapasy w jeszcze większe zapasy :P
Powiedzcie same, trudno jest się oprzeć nowościom oraz promocjom :D
Oto co udało mi się złowić:
Kochani, wybaczcie za długą przerwę na blogu ale u mnie w domu kwarantanna.....ospa zaatakowała :/ w związku z tym musiałam na jakiś czas przenieść się z młodszą córką
( 3 miesiące ) do rodziców a mąż został ze starszą w domku.
Wszystko powoli wraca do normy :) w związku z czym mam czas aby nadrobić zaległości:)
Dzisiaj chcę wam przybliżyć chyba już dobrze znaną maseczkę 60 sekundową z Marion
( wybaczcie za jakość zdjęć ale światło mi nie dopisało ).
Ale ten czas biegnie, niedawno były święta a tu już luty....a w związku z tym przyszedł czas na pokazanie Wam tego co udało mi się zużyć w poprzednim miesiącu :)
Po opublikowaniu posta o ulubieńcach stycznia przyszła pora na przybliżenie wam jednego z nich:)
Do pielęgnacji twarzy zawsze, ale to zawsze używam żelu do jej mycia. Od ładnych paru miesięcy używałam kolagenu z BingoSpa, który spisywał się u mnie idealnie jednak nadszedł jego koniec i postanowiłam wypróbować coś nowego.
Żelu z Eveline jeszcze nigdy nie miałam okazji przetestować prawdę mówiąc nawet nie spotkałam go na sklepowych półkach :/ (swój kupiłam w drogerii internetowej).
Kochani dawno nie było na blogu ulubieńców....nie trafiłam na nic co zasługiwało by
na to miano :P
Jednak ostatnio zmieniłam kosmetyki do pielęgnacji i jestem nimi mile zaskoczona ;)